26.12.05

Egipt - zdjęcia




1,2) Chmury
3) Postój taksówek
4,5) Delfiny!
6) Góry na pustyni (to światełko to księżyc)
7) Piramidy!
8) Sfinks. A nie mówiłem, że mały...?
9) Kair, Nil, feluka (ta łódka po prawo (i po lewo też))
10) Trochę zieleni też mają

To oczywiście bardzo skrócony fotoreportaż (ha, trudne słowo) z wycieczki, jednak jest późno i muszę iść spać.

25.12.05

Życzenia (ambitne, nieprawdaż?)

Skoro już jest taka tradycja, że sie składa życzenia w tym okresie, to ja nie będę się wyłamywał. A że należę do osób leniwych będzie krótko, zwięźle i na temat.

Życzę Wam spełnienia marzeń,
ponieważ one dają nam najwięcej radości.

21.12.05

Egipt!!! :D

Jak ostrzegałem wcześniej - wróciłem! Też się cieszę ;) Choć szczerze powiedziawszy to nie bardzo. Tam było ciepło, przyjemnie, a tu śnieg, kurtki trzeba zakładać. Brrr.
Ale wróćmy do tematu (...? :P). Egipt. Kraj jakiego nigdy sobie zapewne nie wyobrażaliście.
-Państwo policyjne, gdzie sprawdzają wszystkich przy każdej sposobności. Nawet wchodząc do hotelu trzeba przejść przez wykrywacz metali. Żeby wyjechać z miasta trzeba mieć przepustkę. Wszędzie stoją patrole policji z kałasznikowami i tarczami pancernymi. Gdy jechaliśmy do Kairu był z nami w autokarze ochroniarz. Oczywiście z bronią.
- Państwo, w którym trzeba targować się przy każdych zakupach. Nawet w sklepie spożywczym. A można wytargować naprawdę dużo. Pierwsza cena jaką podaje nam sprzedawca jest zwykle 3 razy większa od tej, którą zapłacimy.
- Państwo, gdzie nie obowiązuje żaden spisany kodeks drogowy. Tzn. teoretycznie jest egzamin na prawo jazdy itd., ale po zdaniu go kierowcy zapominają o przepisach i jeżdża jak im wygodniej, trąbiąc co chwilę, żeby zwrócić na siebie uwagę. O dziwo wypadków jest niewiele. Choć my byśmy się zabili w 5 minut... Egipcjanie jednak jeżdżą bardzo sprawnie i bardzo szybko. Ile fabryka dała. Po pustynnych bezdrożach rozlatującym się jeepem jeżdżą 90km/h mijając leżące przy drodze kamienie na styk. Na asfalcie jest już trochę bezpieczniej, więc tam jeżdżą w okolicach 150...
- Państwo, w którym ludzie nie dbają o czystość miast. Dla nich ważny jest tylko dom. Ważne, żeby w środku było czysto. Dlatego w miastach można zobaczyć górę śmieci, na pustyni - torebki, butelki itp.
- To w końcu państwo, w którym jest ciepło! Dobrze, że byłem tam w zimę, bo w lato chyba nie da się żyć. Nie rozumiem ludzi, którzy jeżdża do Egiptu w lato. Teraz jest tam dla nas najlepsza pora (choć Egipcjanie chodzą w kurtkach...)
- Państwo z dostępem do Morza Czerwonego gdzie znajduje się fantastyczna rafa koralowa!!! Jest to coś nieprawdopodobnego. Mnóstwo ryb o różnych kolorach, kształtach. O ile na ziemii w Egipcie nie ma nic, tak woda jest pełna życia, barw. Będąc tam tydzień można codziennie spotkać kilka nowych gatunków ryb. A najfajniejsze jest to, że ryby te nie uciekają od człowieka. Tak więc pływa się dosłownie między nimi, prawie można je dotknąć.
- Państwo z nie byle jaką historią, czego dowodem są PIRAMIDY! Na zdjęciach nie widać całego jej uroku i potęgi. Dopiero gdy podejdzie się bliżej można zobaczyć jak wielkie są bloki, z których zbudowano piramidy. Dopiero wtedy widać jaki to jest ciężar. Ja sobie to uświadomiłem w momencie, gdy wchodziłem do jednej z piramid {Kurcze. Nademną jest kilkaset ton skały...!}. Oczywiście jest też Sfinks pilnujący największych piramid. Tu jednak trochę się zawiodłem. Myslałem, że jest większy. Ale i tak robi wrażenie.
- Państwo z życiodajną rzeką Nil. Od razu mówię, że krokodyla nie widziałem, bo zostały za tamą i nie ma ich w pobliżu Kairu. A Nil? Cóż. Szeroki, to fakt. Ale co można więcej powiedzieć? Rzeka jak rzeka.
- Państwo ze stolicą Kair. Miasto wręcz nieprawdopodobne. Ponieważ według ichnego prawa za budynki nie ukończone nie płaci się podatków, tak więc 90% domów ma wybudowane tylko 3-4 piętra gdzie mieszkają ludzie, a wyżej wystają druty konstrukcyjne z niezbudowanych "jeszcze" ścian. Ponieważ u nich pada raz na rok (w najlepszym wypadku) to dachów w zasadzie nie potrzebują, więc mogą tak mieszkać. Oczywiście w stolicy brudno jak w każdym mieście. A te wszystkie domy budowane jak najciaśniej idealnie prezentują slumsy...
- Państwo, gdzie większość terenu to piasek, piasek, piasek, piasek, piasek... Mimo, że monotonny to krajobraz, to i tak wart zobaczenia. Tam gdzie ja byłem znajdowała się akurat pustynia kamienna, więc nie widziałem wydm pustynnych z plażowego piasku. Jednak krajobraz nagich gór i wszechobecnego piasku robi wrażenie.
- Państwo, gdzie pojeżdziłem sobie na wielbłądzie, popływałem z delfinami (niestety tylko w basenie :( ), zobaczyłem mnóstwo ryb, ponurkowałem z butlą na dziewięciu metrach i przeżyłem niesamowity tydzień!!!

Do Egiptu leciałem samolotem, więc doszły kolejne przeżycia. Gdy wy patrzyliście na padający śnieg, ja na wyskości 10800 m. byłem oślepiany przez słońce i podziwiałem chmury od drugiej strony.

No dobra. Czas kończyć. Trochę się rozpisałem. Chyba nie muszę mówić, że był to jeden z najlepszych tygodni w moim życiu? I tak powiedziałem... :D

Ps.: Jak coś chcecie jeszcze wiedzieć to mówcie.
Pps.: Jakie jest zdrobnienie od imienia Joanna?
Ppps.: Nienawidzę sprzątać... >-(

10.12.05

Egipt

Jak już napisałem - Egipt. Jutro wyjeżdżam i wracam za tydzień. Tak, tak. Odpoczniecie w końcu od tego marudy. Ale ja wrócę. Pełen sił i energii. :) Kończę to pisanie i wracam do pakowania się. Do zobaczenia za tydzień.

Egan

Ps.: Chcecie coś z Egiptu?

8.12.05

Podsumowanie i jeszcze coś, ale nie powiem co bo wtedy nie przeczytałabyś/-łbyś posta

Khem. Proszę wszystkich o uwagę. Tak. Tu jestem. Dobrze. Chciałbym coś powiedzieć. [-To mów żesz pan szybciej!] Tak, już. Otóż chciałbym podsumować to, co się wydarzyło od czasu założenia bloga. [-Czego...? -Bloga, kochanie. Później Ci wutłumaczę.] Oczywiście jest mnóstwo drobnych rzeczy, o których mówić nie warto, jednakże wydarzyło się też kilka ważniejszych. A najważniejszą chyba jest taka, która całkowicie do mnie nie pasuje. Jest to coś, czego nigdy byście się po mnie nie spodziewali. Coś, do czego aż wstyd się przyznać... Dlatego zostawię to na koniec :P Tymczasem powiem o pozostałych sprawach. Otóż po pierwsze mam póki co ocenę niedostateczną z rosyjskiego! :D Jutro poprawa. Jaki to jest głupi język... A nauczyciel jeszcze głupszy. Hmm... Teraz tak pomyślałem... Tak, zdarza mi się. .... że mógłbym inaczej wygłosić to przemówienie. Okres, który minął można nazwać "pierwszym", gdyż z kilkoma rzeczami miałem styczność po raz pierwszy. Pierwszy raz napisałem wiersz, pierwszy raz byłem na pokazie premierowym filmu, pierwszy raz byłem na filmie o północy, pierwszy raz się chyba naprawdę zakochałem, pierwszy raz mam jedynkę na semestr, pierwszy raaa.... Eee... Ups. Chyba się wygadałem. No dobra. Chyba się zakochałem. Dlaczego chyba? Bo nie mam pojęcia czy na pewno (a masło jest maślane... Tiijaaa...). W szkole jest taka fajna dziewczyna, którą chcę widzieć na każdej przerwie. Szukam jej za każdym razem. A gdy znajdę mogę patrzeć na nią przez cały czas. Oczywiście chętnie bym z nią porozmawiał, ale Ci co mnie znają wiedzą, że jest to awykonalne w moim przypadku :( Oby bogowie dali mi szansę i siłę... Chciałbym powiedzieć coś jeszcze, ale nie wiem jak. Dlatego nie powiem już nic. Idę myśleć nad swoim losem. I uczyć się rosyjskiego... Ehh... Dziękuję za uwagę. Dowidzenia lub dobranoc państwu.

Oczywiście zapomniałem powiedzieć o tym co chciałem jeszcze powiedzieć. Co planuję na najbliższy okres czasu. Wkrótce lecę do Egiptu na tydzień, wcześniej planuję zaliczyć ruski..., potem zamierzam spokojnie i ciekawie spędzić święta, a później jadę na ferie. Następnie mam zamiar zdać maturę.... Yyy.. Chyba trochę za daleko wyszedłem z tymi planami. Jeszcze mam zamiar zamienić przynajmniej słowo z domyślacie-się-chyba-kim... No to tyle. Żegnam. [Brawa! Okrzyki radości i smutku (??) jednocześnie! Radość, że już poszedł, smutek, że tak długo mówił. A teraz już tylko muzyka:
http://www.virgin.net/music/musicvideos/jamesblunt_yourebeautiful_hi.html
http://www.seeklyrics.com/lyrics/James-Blunt/You-re-Beautiful.html ]

Osoby występujące:
Ja
[Publiczność]

25.11.05

"Harry Potter i czara ognia"

Jak już wiesz byłem dzisiaj w nocy na Harrym. Wszedłem do kina pełen nadzieji, wyszedłem pełen obaw. Jeśli kolejne części bedą na takim samym poziomie, to ja chyba sobie daruję oglądanie ich. No dobra, oczywiście, że sobie nie daruję, ale uważam że część czwarta HP była najgorszą ze wszystkich. Po pierwsze i najważniejsze: fabuła jest strasznie okrojona. Nie ma bardzo wielu wątków. Musieli z czegoś zrezygnować, prawda, ale zrobili to fatalnie. Jeśli znasz książkę zapewne pamiętasz mistrzostwa w quidditcha. Miałaś/eś nadzieję, że zobaczysz je na filmie? Zapomnij. Jedyne co zobaczysz, to prezentowanie się zawodników. Czyli praktycznie nic. Pamiętasz kto dał Harremu skrzeloziele? Jeśli tak, to mocno się zdziwisz podczas filmu... Część IV miała być najmroczniejsza. Dobry żart. Mroczniejsza była druga, z bazyliszkiem.
Podsumowując. Uważam, że tylko prawdziwi fani powinni pójść na ten film, żeby po prostu widzieć wszystkie części. Reszta może sobie darować. Nie straci zbyt wiele.

PS.: NP=Nowy Post. 2xNP=dwa nowe posty.

24.11.05

Takie tam...

1. Mam nowe narty. Carvingowe. Jakieś wymyślne, dziwne, krzywe i wogóle mi się nie podobają. Ale kupione to trzeba jeździć. Przetestuje w ferie.
2. Znacznie bliższy w czasie punkt. Idę na Harrego na pokaz przedpremierowy. Na 00:01. W nocy z dzisiaj na jutro. Ciekawe jak w szkole wytrzymam w piątek. A żebym nie zasnął w kinie, to idę zaraz spać. Rany. O 18!

13.11.05

Ludzie...

Dzisiaj znowu byłem świadkiem dziwactwa ludzi. Otóż rodzice wykopali kreta i bardzo się z tego powodu ucieszyli. Ucieszyli się, że zginął! Jak można cieszyć się ze śmierci? Rozumiem, że kret niszczył ogródek. Ale tylko ogródek. Dlaczego ze śmierci człowieka nikt się nie cieszy? Przecież człowiek niszczy cały świat...
<==EDIT==>
Jak trochę się zastanowiłem nad tym postem to doszedłem do wniosku, że może on was mocno dziwić. "On płacze nad kretem? Dziwak." Tak możecie powiedzieć. I tak jest. Dla mnie to bezcelowa śmierć. U druida to normalne...

6.11.05

"Rewolucja listopadowa"

Tak! Rewolucja listopadowa jest związana właśnie z tą stroną - moim blogiem. To dzisiaj ma miejsce oficjalne otworzenie strony. Spędziłem sporo czasu na stworzeniu jej w takiej wersji, w jakiej ją widzisz. Starałem się zrobić stronę w całości po polsku, niestety nie wszystko można było przetłumaczyć. Wszystko powinno działać, ale gdybyś znalazła/- jakąś usterkę/błąd/niezgodność to proszę o kontakt :). Ale żeby to nie był tylko taki formalny wpis, umieszczam swój pierwszy wiersz. Niektórzy go już widzieli, ale większość nie. Wersja nie poprawiana. Tytuł... nie mam pomysłu na niego.


"???"

Siedzę w samotności

I pytam „Dlaczego

Pomimo mej staranności

Nie rozumiecie mego

Bólu wewnętrznego?

Przy każdej sposobności

Objaśniam Wam jego

Bolesne radości”.

Przez lata podąża

Wraz ze mną przez życie

I wciąż mnie pogrąża

W mym ponurym bycie.

Lecz czym on jest?

Z czego się zrodził?

Czy od narodzin

Pilnuje mnie bies?

A może przybył

Na moje wołanie?

Wtedy całe me staranie

By on był

Nieobecny,

Po cóż?

Choć mi z tym źle

Nie walczę z nim, nie.

Wręcz chronię i karmię

I sam siebie ranię…

…I wmawiam, że

Dobrze jest...

27.10.05

Blog... A na co mi to?


Jak możecie przeczytać powyżej (Nie, nie w tytule posta. Jeszcze wyżej), nie wiem czy mój blog ma jakąś pzyszłość. Jak mnie najdzie ochota to coś napiszę. Ale nie spodziewałbym się częstych wpisów. To tyle tytułem wstępu. I pragnę powiedzieć, że blog znajduje się w fazie udoskonaleń i prac ogólno-blogowych. Na razie nie było oficjalnego otworzenia.