Jak ostrzegałem wcześniej - wróciłem! Też się cieszę ;) Choć szczerze powiedziawszy to nie bardzo. Tam było ciepło, przyjemnie, a tu śnieg, kurtki trzeba zakładać. Brrr.
Ale wróćmy do tematu (...? :P). Egipt. Kraj jakiego nigdy sobie zapewne nie wyobrażaliście.
-Państwo policyjne, gdzie sprawdzają wszystkich przy każdej sposobności. Nawet wchodząc do hotelu trzeba przejść przez wykrywacz metali. Żeby wyjechać z miasta trzeba mieć przepustkę. Wszędzie stoją patrole policji z kałasznikowami i tarczami pancernymi. Gdy jechaliśmy do Kairu był z nami w autokarze ochroniarz. Oczywiście z bronią.
- Państwo, w którym trzeba targować się przy każdych zakupach. Nawet w sklepie spożywczym. A można wytargować naprawdę dużo. Pierwsza cena jaką podaje nam sprzedawca jest zwykle 3 razy większa od tej, którą zapłacimy.
- Państwo, gdzie nie obowiązuje żaden spisany kodeks drogowy. Tzn. teoretycznie jest egzamin na prawo jazdy itd., ale po zdaniu go kierowcy zapominają o przepisach i jeżdża jak im wygodniej, trąbiąc co chwilę, żeby zwrócić na siebie uwagę. O dziwo wypadków jest niewiele. Choć my byśmy się zabili w 5 minut... Egipcjanie jednak jeżdżą bardzo sprawnie i bardzo szybko. Ile fabryka dała. Po pustynnych bezdrożach rozlatującym się jeepem jeżdżą 90km/h mijając leżące przy drodze kamienie na styk. Na asfalcie jest już trochę bezpieczniej, więc tam jeżdżą w okolicach 150...
- Państwo, w którym ludzie nie dbają o czystość miast. Dla nich ważny jest tylko dom. Ważne, żeby w środku było czysto. Dlatego w miastach można zobaczyć górę śmieci, na pustyni - torebki, butelki itp.
- To w końcu państwo, w którym jest ciepło! Dobrze, że byłem tam w zimę, bo w lato chyba nie da się żyć. Nie rozumiem ludzi, którzy jeżdża do Egiptu w lato. Teraz jest tam dla nas najlepsza pora (choć Egipcjanie chodzą w kurtkach...)
- Państwo z dostępem do Morza Czerwonego gdzie znajduje się fantastyczna rafa koralowa!!! Jest to coś nieprawdopodobnego. Mnóstwo ryb o różnych kolorach, kształtach. O ile na ziemii w Egipcie nie ma nic, tak woda jest pełna życia, barw. Będąc tam tydzień można codziennie spotkać kilka nowych gatunków ryb. A najfajniejsze jest to, że ryby te nie uciekają od człowieka. Tak więc pływa się dosłownie między nimi, prawie można je dotknąć.
- Państwo z nie byle jaką historią, czego dowodem są PIRAMIDY! Na zdjęciach nie widać całego jej uroku i potęgi. Dopiero gdy podejdzie się bliżej można zobaczyć jak wielkie są bloki, z których zbudowano piramidy. Dopiero wtedy widać jaki to jest ciężar. Ja sobie to uświadomiłem w momencie, gdy wchodziłem do jednej z piramid {Kurcze. Nademną jest kilkaset ton skały...!}. Oczywiście jest też Sfinks pilnujący największych piramid. Tu jednak trochę się zawiodłem. Myslałem, że jest większy. Ale i tak robi wrażenie.
- Państwo z życiodajną rzeką Nil. Od razu mówię, że krokodyla nie widziałem, bo zostały za tamą i nie ma ich w pobliżu Kairu. A Nil? Cóż. Szeroki, to fakt. Ale co można więcej powiedzieć? Rzeka jak rzeka.
- Państwo ze stolicą Kair. Miasto wręcz nieprawdopodobne. Ponieważ według ichnego prawa za budynki nie ukończone nie płaci się podatków, tak więc 90% domów ma wybudowane tylko 3-4 piętra gdzie mieszkają ludzie, a wyżej wystają druty konstrukcyjne z niezbudowanych "jeszcze" ścian. Ponieważ u nich pada raz na rok (w najlepszym wypadku) to dachów w zasadzie nie potrzebują, więc mogą tak mieszkać. Oczywiście w stolicy brudno jak w każdym mieście. A te wszystkie domy budowane jak najciaśniej idealnie prezentują slumsy...
- Państwo, gdzie większość terenu to piasek, piasek, piasek, piasek, piasek... Mimo, że monotonny to krajobraz, to i tak wart zobaczenia. Tam gdzie ja byłem znajdowała się akurat pustynia kamienna, więc nie widziałem wydm pustynnych z plażowego piasku. Jednak krajobraz nagich gór i wszechobecnego piasku robi wrażenie.
- Państwo, gdzie pojeżdziłem sobie na wielbłądzie, popływałem z delfinami (niestety tylko w basenie :( ), zobaczyłem mnóstwo ryb, ponurkowałem z butlą na dziewięciu metrach i przeżyłem niesamowity tydzień!!!
Do Egiptu leciałem samolotem, więc doszły kolejne przeżycia. Gdy wy patrzyliście na padający śnieg, ja na wyskości 10800 m. byłem oślepiany przez słońce i podziwiałem chmury od drugiej strony.
No dobra. Czas kończyć. Trochę się rozpisałem. Chyba nie muszę mówić, że był to jeden z najlepszych tygodni w moim życiu? I tak powiedziałem... :D
Ps.: Jak coś chcecie jeszcze wiedzieć to mówcie.
Pps.: Jakie jest zdrobnienie od imienia Joanna?
Ppps.: Nienawidzę sprzątać... >-(